B艂膮d
  • XML Parsing Error at 1:258. Error 9: Invalid character
  • XML Parsing Error at 1:134. Error 9: Invalid character
  • XML Parsing Error at 1:287. Error 9: Invalid character

W pa砤cu srebrnog髍skim jest komnata w niej obraz kobiety wy縮zego stanu; kto jest ta kobieta, kto j malowa, zawiesi, sk眃 si wzi瓿a w tym pa砤cu? Nikt tego nigdy nie wiedzia, nikt wiedzie nie b阣zie.

Obraz ten nie ma nic uderzaj眂ego w sobie opr骳z surowego nieco spojrzenia i r阫i jednej nienaturalnie jako po硂縪nej. Palce tej r阫i zdaj si jakby przesilone, sko禼ia砮 po jakim czynie gwa硉ownym, mo縠 zbrodniczym. O nic 砤twiej wprawdzie jak o domys podobny, w kt髍ym zapewne i cienia prawdy nie ma. Tu przecie pr阣zej wypatrzy by go mo縩a; stara bowiem i g硊cha wie舵 kr笨y砤 tu kiedy, jakoby przed niepami阾nymi czasy w miejscu tym jaka zbrodnia spe硁ion by mia砤. M體iono nawet i o dw骳h sierotach, ale z tak niepewno禼i i ciemnot rzeczy, 縠 nikt prawie wiary temu nie dawa. Rzadko wi阠 o tym m體ili ludzie, byliby nawet wiecznie zamilkli, gdyby widmo ukazuj眂ej si niekiedy w pa砤cu kobiety nie wywo硑wa硂 czasami z pami阠i tej bolesnej powiastki.

Widmo to nie k丑ci tak nielito禼iwie spokojno禼i, jak si to gdzie indziej dzieje. Spotykaj je tylko niekiedy kl阠z眂e na korytarzu i zatopione w mod砤ch; go禼iom nawet nocuj眂ym w przykaplicznym pokoju, cichym tylko o p蟪nocy przypomina si st眕aniem. Niewiast jednak縠, dzielnych m昕體 i drobnych dziatek snu nigdy nie przerywa, jakby na wrodzon ich l阫liwo舵 wzgl阣ne. Jest przecie w ka縟ym roku jedna noc straszliwa, okropna, kt髍ej nikt w pa砤cu przespa nie mo縠; tych nawet, co nic nie widz, nie s硑sz, o niczym nie wiedz, porywa jaka gor眂zka niespokojno禼i. Zdaje si, 縠 co nadzwyczajnego przeczuwaj w naturze.

Przez ca潮 t noc, cho niebo wko硂 jest jasne, pogodne, zawsze si wa縴 nad pa砤cem jaki ob硂k czarny, a pobli縮ze drzewa parku, cho 縜dnym nie wzruszone wiatrem, dziwnie szeleszcz. Ju od jedenastej godziny s硑cha jaki szum i 硂skot w komnacie, jakie wyra糿e chodzenie i ustawianie sprz阾體. Kryj si domownicy, tylko bli縠j przyst阷uj, s硊chaj, zagl眃aj; twarze ich przecie bledn, wznosz si w硂sy, ca砮 powietrze zda si jak倍 nasi眐砮 okropno禼i.

Uderza p蟪noc. Roztwieraj si same przez si drzwi komnaty, zapalaj si 秝iece, lecz jakime dziwnym, bladym, b酬kitnym 秝iat砮m; widmo kobiety w bia砮j i d硊giej szacie, z rozpuszczonymi w硂sy, wywi阣硑m bole禼i obliczem kl阠zy na progu.

Nagle zimno grobowe uderza wko硂; ukazuje si kap砤n w ornacie ze msz 秝i阾 id眂y. Okropny widok ... Kap砤n ten jest ko禼iotrupem ... g硂wa jego trupi, r阠e kielich nios眂e ko禼iami tylko; poprzedzaj go dwa ma砮 szkielety w kom縜ch. Jeden z nich niesie ampu砶i, drugi msza ogromny. Zaczyna si msza 秝i阾a, kap砤n sk砤da i rozk砤da r阠e, obraca si, przykl阫a, czyta w mszale, gor眂o si modli; dwa ma砮 szkielety zdaj si mod硂m jego odpowiada, 縜den przecie g硂s, 縜dne westchnie nie dos硑sze si nie daje. W chwili tylko podniesienia cia砤 i krwi Pa駍kiej g硊chy odg硂s ko禼ianego dzwonka g酬bokie przerywa milczenie. Ko馽zy si obrz阣; kap砤n zasiada w krze秎e - widmo przyst阷uje do spowiedzi. O, jak縠 gor眂o modli si wprz骴y; jaki to ci昕ar piersi jego rozpiera Spowiada si, kap砤n s硊cha i s硊cha, d硊go s硊cha. Ile to 砮z i westchnie przerywa t spowied Wielki Bo縠 Jak縠 straszliwym musi by wyznanie tego widma, jaka zbrodnia jego? Patrz, patrz, po trupiej czaszce kap砤na zimny pot zlewa si strumieniem, w wydr笨onych oczach b硑ska promie oburzenia, wisz眂y obraz kobiety ca硑 czernieje, jaki g硊chy grzmot daje si s硑sze nad pa砤cem. Drobne dwa szkielety, kl阠z眂 i modl眂 si, zdaj si b砤ga za winn. Wyzna砤 ju wszystko i schyla g硂w, i bije si w piersi na znak 縜lu i skruchy. Bije silnie - p砤cze i czeka. Czeka chwil kilka, wreszcie podnosi na kap砤na wzrok b砤galny i m體i: ?Przebaczenia?. A kap砤n jej grobowym odpowiada g硂sem: ?Nie w tym roku jeszcze?. ? I kiedy, kiedy?? - odzywa si widmo. Kap砤n milczy. Wskazuje jej na dwa kl阠z眂e szkielety, znika, gasn 秝iece, zamykaj si drzwi komnaty, j阫 tylko d硊gi s硑cha za nimi i naraz wszystko cicho i ani 秎adu tego, co przed chwil by硂.

W ten w砤秐ie spos骲 na podstawie ?Poda i legend polskich, ruskich i litewskich? (1845) Lucjana Siemie駍kiego opowiedzieli秏y ca砶owicie zmienion histori 縴cia 23 - letniej Ireny Moszcze駍kiej, c髍ki Stanis砤wa i Joanny, zmar砮j i pochowanej w Srebrnej G髍ze 19 wrze秐ia 1908r.